Komentarze (0)

Zamienili pokrzywy na kwiaty

Zamienili pokrzywy na kwiaty
- Tu nie ma żadnej ideologii – to jest po prostu zamiana roślin – mówi o powstaniu ogrodu przy Szpitalu w Prokocimiu doc. Mikołaj Spodaryk.
Panie Doktorze, pamięta Pan, jak się narodził ten pomysł, by obok szpitala w Prokocimiu powstały zaczarowane ogrody dla dzieci?

– Dokładnie to nie wiem. Stale mam jakieś pomysły. Wybudował już dwa oddziały, teraz wpadłem na pomysł stworzenia ogrodu. Co roku coś innego.

To jest bardzo proste – jak się ma dobre dzieciństwo, to się ma co wspominać. I ja miałem bardzo dobre dzieciństwo. A oprócz tego wyznaje zasadę, że jak się już mija pewien wiek, to się albo dorośleje, albo się zostaje dzieckiem. Ja chcę zostać dzieckiem cały czas. Jestem, jak mówią, szalony, ale wcale się nie chcę z tego leczyć! Nieleczony zaś muszę coś stale robić – tak się to szaleństwo objawia, ale wydaje mi się, że zawsze taka odrobina szaleństwa jest potrzebna.

Cieszę się, że mogliśmy tu coś zrobić dla dzieci. I zrobiliśmy to wspólnie. Tu rzuca się pomysł… A potem już wszyscy pomagają.


Jak udało się Panu zachęcić tyle osób do pomocy?

– Wyznaję jedną zasadę, która jest pomocna w tym wszystkim – jeżeli się pokazuje projekt i mówi, twoja cegła jest w tym miejscu, a gwóźdź, który nam kupiłeś, jest w tym, że ta choinka, ten krzew jest podarunkiem od ciebie, to ludzie chętnie pomagają. Trzeba ludziom pokazać, że te pieniądze, które przekazali na realizację projektu, nie wylądowały gdzieś indziej, że nie zostały zamienione na sofę w gabinecie jakiegoś prezesa czy dyrektora.

I tak to funkcjonuje. I udaje się. Biedę mają jednak ci, którzy muszą ze mną przebywać…, bo to jest, przypuszczam, dla nich ciężkie doznanie (śmiech).


A co było w tym miejscu, gdzie dziś kwitną kwiaty?

– Tu było rumowisko po budowach, tu były pokrzywy, wertepy… Tu nie ma żadnej ideologii – to jest po prostu zamiana roślin.


Czy dzieciom podoba się ogród? Bawiły się już tutaj?

– Dziś jest chłodno, więc ich tu nie ma, ale one już praktycznie od wakacji tu przebywały. Przychodziły tu, bawiły się, dwa dni temu oglądałem nawet, jak grały tu w piłkę.
 
Trzeba pamiętać jednak, że to są dzieci, które umierają w tym szpitalu. Dla nich jedynym marzeniem jest nie wyrzygać się po chemii, przeżyć następną chemię, nie krwawić, nie cierpieć, albo przynajmniej, żeby ten ból był mniejszy. Ten ogród to dla nich czasem jedyne miejsce, gdzie choć na chwilę mogą zapomnieć o swojej chorobie.

Z doc. Mikołajem Spodarykiem rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek

Komentarze Komentarze

Artykuł nie był jeszcze komentowany.

Napisz komentarz Napisz komentarz

Imię lub pseudonim
Proszę podać swoje imię lub pseudonim.
E-mail
Komentarz
Proszę napisać treść komentarza.
captcha
Przepisz kod z obrazka