Uzależniający sport

Maciej Kozak ma 22 lata. Sześć lat temu w Rzeszowie po raz pierwszy zetknął się z brazylijskim jiu jitsu i nieprzerwanie trenuje do tej pory. Jak twierdzi, ten sport jest uzależniający i na lepsze zmienił jego życie.
Maciej Kozak
Wiek: 22 lata
Waga: 76 kg
Pas: purpurowy
Klub: Grappling Kraków
Trener: Maciej Szczudrawa
Czym brazylijskie jujitsu różni się od innych sztuk walki?
Tutaj walka skupia się głównie na parterze. O ile na przykład w karate są uderzenia, to w brazylijskim jiu jitsu tego nie ma. Walka zaczyna się w tak zwanej „stójce”, gdy zawodnicy stoją naprzeciwko siebie i szukają chwytu. Starają się sprowadzić przeciwnika na ziemię i tu właśnie toczy się właściwa walka. 99 procent walk tak się właśnie kończy. Zawodnik musi zdobyć dominującą pozycję, czyli unieruchomić przeciwnika, czy to przytrzymaniem, czy dźwignią, czy duszeniem.
Bardzo skuteczne w pokonaniu przeciwnika są dźwignie. Jeśli atakuję jego bark lub łokieć, to atakuję go wówczas całym swoim ciałem, całym ciężarem i siła działam na jedną jego kończynę, dlatego ciężko jest mu z takiej pozycji uciec. Na treningach uczymy się też ucieczek z takich niedogodnych pozycji.
Niedozwolone podczas walki są natomiast wszelkie uderzenia, a także takie rodzaje dźwigni, które są niebezpieczne dla przeciwnika.
Kiedy zacząłeś trenować?
To, że zacząłem ćwiczyć sporty walki, to był przypadek. Byłem raczej niegrzecznym chłopcem i obracałem się w nieciekawym towarzystwie. Kiedy chłopak mojej siostry zaczął ćwiczyć kickboxing, mama zasugerowała, że też mógłbym spróbować, żeby na wszelki wypadek umieć się obronić. Poszedłem więc na pierwszy trening i zostałem. Nie przykładałem się jednak za bardzo do treningów, więc nikt nie wróżył mi żadnej kariery sportowej.
W końcu w Rzeszowie pojawiło się brazylijskie jiu jitsu, z Krakowa przyjeżdżał trener i prowadził zajęcia. Byłem wtedy w pierwszej klasie liceum, był to rok 2004. Spróbowałem i bardzo mi się spodobało, ale nie myślałem jeszcze o braniu udziału w zawodach. Na treningi chodziłem dla rozrywki, dopiero pod koniec liceum wygrałem pierwsze zawody w białych pasach.
Potem przeniosłem się na studia do Krakowa i zacząłem ćwiczyć w klubie Grappling Kraków. Nadal uczył mnie trener, który szkolił mnie wcześniej w Rzeszowie. Zdobyłem wtedy niebieski pas i zacząłem wygrywać i odnosić pierwsze sukcesy na zawodach.
Czy pamiętasz swój pierwszy trening brazylijskiego jiu jitsu? Byłeś przerażony, zdenerwowany?
Nie, nie byłem przerażony. Wiedziałem już wcześniej, co to jest brazylijskie jiu jitsu, wiedziałem, jak wygląda. Byłem raczej podekscytowany, że mogę to trenować. W Rzeszowie pojawiło się to wtedy po raz pierwszy i cieszyłem się, że mogę spróbować.
Czym zajmujesz się poza trenowaniem sztuki walki?
Studiuję. Właśnie obroniłem licencjat z kulturoznawstwa, a od października będę kontynuował naukę na studiach uzupełniających magisterskich. Wybrałem kierunki „Kultura współczesna” i „Zarządzanie kulturą” na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Czyli studia zupełnie nie związane ze sportem…
Właściwie to tak. W sumie nigdy wcześniej, nim nie trafiłem na wspomniane treningi, żadnego sportu nie uprawiałem. Z wychowania fizycznego zawsze miałem „tróję”. Dopiero pod koniec liceum dostałem na zakończenie roku „szóstkę”.
Czy w Polsce brazylijskie jiu jitsu jest to popularny sport?
Zaczyna być coraz bardziej popularny. Na razie jednak ciężko jest się uczyć tego sportu w Polsce, ponieważ jest niewiele czarnych pasów i właściwie nie ma się od kogo uczyć. Wiadomo, w Brazylii, czy nawet w USA sport ten stoi na wysokim poziomie. W Europie natomiast dopiero się rozwija, choć Polska i tak jest, można powiedzieć, w światowej czołówce.
Czy uprawianie tego sportu wiążę się z jakimś specjalnym stylem życia? Musisz na przykład wstawać o 5:00 rano, biegać i robić brzuszki?
Gdybym robił to zawodowo, to pewnie bym tak musiał robić. Ale dla mnie jest to tylko rozrywka, dlatego tak nie robię. Nie ćwiczę dodatkowo, zupełnie wystarczają mi codzienne treningi i trochę ćwiczeń siłowych.
Wiadomo, muszę się jednak wysypiać, jeść zdrowo, ogólnie dbać o siebie. Trzeba też uważać na kontuzje. Podczas walki często łamią się palce od chwytania kimona, a niektórym od krwi pęcznieją uszy, powstają tak zwane „kalafiory”. Mnie na szczęście to jeszcze nie spotkało.
A uważasz, że jest to sport dla każdego?
Zdecydowanie tak! Jest to sport dla każdego. Przyjść i spróbować może każdy, niezależnie od wieku, wzrostu, czy wagi. Każda osoba, czy to wysoka, czy niska, czy chuda, czy grubsza, może znaleźć swój styl walki. Brazylijskie jiu jitsu ma bowiem ogromną ilość rozwiązań technicznych w różnych pozycjach i po prostu trzeba znaleźć swój styl walki. Nie ma też ograniczeń wiekowych. Owszem, na zawodach są podziały na kategorie wiekowe, ale nie ma ograniczeń. Trenować może każdy.
To znaczy, że mogą ze sobą walczyć na przykład osoby z różnych kategorii wagowych?
Mogą walczyć ze sobą osoby niskie i wysokie, chudsze i grubsze. Jest to tak zwana dywizja absoluto. Są, owszem, kategorie wagowe - od najniższej 56 kg do najwyższej, powyżej 100.5 kg, ale jest też dywizja absoluto, bez podziału na wagi. I takie walki są też rozgrywane na większości turniejów.
A ci mniejsi i chudsi mają w ogóle szansę wygrać?
Oczywiście, każdy ma szansę wygrać, jeśli tylko dobierze odpowiednią strategię. Wzrost i waga nie mają tutaj znaczenia. Tym właśnie brazylijskie jujitsu się wybiło. Rodzina Gracie, która w Stanach Zjednoczonych jako pierwsza zaczęła organizować podobne turnieje walk bez reguł (dzisiejsze MMA), wyzywała do walki każdego, nawet zapaśników sumo, i wygrywała. Byli mniejszej postury, a i tak odnosili zwycięstwa.
W Polsce ten sport staje się coraz bardziej popularny. Na Mistrzostwach Polski startuje do siedmiuset zawodników. Z kolei na przykład w zapasach tylko do osiemdziesięciu. Widać, że jest duża różnica. Na zawodach jest zatem ogromna konkurencja.
A ty często jeździsz na mistrzostwa?
Niestety nie. Z tego powodu, że nikt tego nie sponsoruje. Każdy zawodnik biorący udział w mistrzostwach świata (obecnie są one rozgrywane w USA) musi płacić sam za siebie. Rzadko się zdarza, żeby znalazł się sponsor, a tymczasem taki wyjazd na mistrzostwa kosztuje sporo. W grę wchodzi przejazd, czasem za granicę, opłata za noclegi, wyżywienie, odżywki i oczywiście opłata startowa. To wszystko kosztuje. A co jeśli się przegra pierwszą walkę…
Wiadomo, to jest piękne, to jest pasja i niektórzy, o ile oczywiście mogą sobie na to pozwolić, nie oszczędzają na tym. Żadnych gratyfikacji z tego jednak nie mają.
Co wymieniłbyś dziś jako swój największy sukces w brazylijskim jiu jitsu?
Po pierwsze to, że przeszedłem w tym roku do wyższej kategorii pasowej. Myślę, że dużym sukcesem było też zwycięstwo w Pucharze Polski, gdzie wygrałem w swojej kategorii wagowej. Poza tym również ważne było dla mnie Mistrzostwo Polski w niebieskich pasach i to, że zostałem Mistrzem Polski w Grapplingu. To było dość spore osiągnięcie, choć nie było tak trudno, jak się spodziewałem.
Masz jakiś autorytet - zawodnika, na którym się wzorujesz?
Oczywiście. Jest pełno zawodników, na których się wzoruję. Jeśli oglądam tych z najwyższej półki na mistrzostwach, to obserwuję, jakie techniki stosują, jakie taktyki obierają. Mogę się na nich wzorować, zarówno jeśli chodzi o podejście fizyczne, jak i psychiczne.
Obecnie moimi największymi autorytetami są: Roger Gracie, trzykrotny mistrz absoluto i Michael Langhi znany z tego, że bardzo dobrze bije się z dołu.
Chciałbyś popróbować jeszcze innych sztuk walki?
Nie, raczej nie. Wydaje mi się, że można byłoby trochę potrenować jeszcze judo i zapasy, bo to się potem przydaje w walce w brazylijskim jiu jitsu, ale zupełnie zmienić dyscypliny sportowej nie zamierzam.
Wiążesz swoją przyszłość z tym sportem?
Niestety sprawa wygląda tak, że jakbyśmy się temu sportowi całkowicie poświęcili, to i tak nie dostajemy za to żadnego wynagrodzenia. Mimo że wkładamy w to dużo pracy, i tak nie jest to wynagradzane. Jak zostałem Mistrzem Polski, to dostałem tylko medal. Tak wygląda sytuacja na całym świecie. Za zwycięstwa na zawodach nie ma żadnych wynagrodzeń. Zawodnicy będący na najwyższym poziomie utrzymują się z prowadzenia akademii i seminariów. Jeśli bowiem są popularni, mają rozwiązania techniczne, które sami wypracowali, to uczą tego innych.
Myślę, że kiedyś, jeśli skończy mi się już kariera zawodnicza, która tak naprawdę jeszcze się na dobre nie zaczęła, to chciałbym zostać trenerem.
A czy wyznaczyłeś sobie jakąś granicę, do kiedy będziesz trenował?
Mam nadzieję, że będę to mógł robić całe życie. Może nie tak jak teraz, kiedy mam możliwość trenowania codziennie, ale na pewno nie zamierzam zaprzestać w ogóle. Brazylijskie jiu jitsu można przecież uprawiać całe życie i cały czas się rozwijać.
Udało Ci się do przyjścia na trening zachęcić też swoich kolegów?
Próbowałem, ale to trzeba jednak poczuć. Jeden kolega zaczął ze mną trenować, ale ostatecznie zrezygnował.
A Ciebie co nadal w brazylijskim jiu jitsu pociąga?
To jest bardzo uzależniający sport. O ile w boksie przychodzisz na trening, najpierw długo ćwiczysz na tarczach, czy workach, a dopiero potem na zakończenie jest krótki sparing, to tutaj, w brazylijskim jujitsu można sparować przez godzinę. Cały czas można walczyć z przeciwnikiem, bez obawy, że coś się stanie. Poza tym mnogość rozwiązań technicznych. Tego wszystkiego tak na dobrą sprawę nigdy się nie nauczysz, ale sam proces jest bardzo przyjemny.
W czym pomaga ci uprawianie brazylijskiego jiu jitsu? Czy tylko poprawia kondycję fizyczną?
Brazylijskie jiu jitsu zdecydowanie zmienia osobowość. Jak każda sztuka walki pomaga przezwyciężyć własne słabości, wytrwać w zdobywaniu określonych celów. Wiadomo, jest to ciężka praca na określony wynik. Uczy pokory, ponieważ zawsze trzeba być przygotowanym na to, że można przecież przegrać. Uczy też tego, żeby nie być nerwowym, zawsze trzeba bowiem analizować pewne rzeczy, siłowaniem niewiele można tu załatwić. Trzeba wiedzieć gdzie tę siłę przyłożyć. Nawet jeden z zawodników powiedział kiedyś, że brazylijskie jujitsu to jest taki sport, gdzie w 70 procentach samemu jest się swoim trenerem, ponieważ cały czas trzeba analizować każdą pozycję.
Zdecydowanie, mnie uprawianie tego sportu bardzo pomogło. Gdyby nie to, że zacząłem trenować, pewnie bym tu nie siedział. Można powiedzieć, że to sport sprowadził mnie na dobrą drogę.
Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek
Wiek: 22 lata
Waga: 76 kg
Pas: purpurowy
Klub: Grappling Kraków
Trener: Maciej Szczudrawa
Czym brazylijskie jujitsu różni się od innych sztuk walki?
Tutaj walka skupia się głównie na parterze. O ile na przykład w karate są uderzenia, to w brazylijskim jiu jitsu tego nie ma. Walka zaczyna się w tak zwanej „stójce”, gdy zawodnicy stoją naprzeciwko siebie i szukają chwytu. Starają się sprowadzić przeciwnika na ziemię i tu właśnie toczy się właściwa walka. 99 procent walk tak się właśnie kończy. Zawodnik musi zdobyć dominującą pozycję, czyli unieruchomić przeciwnika, czy to przytrzymaniem, czy dźwignią, czy duszeniem.
Bardzo skuteczne w pokonaniu przeciwnika są dźwignie. Jeśli atakuję jego bark lub łokieć, to atakuję go wówczas całym swoim ciałem, całym ciężarem i siła działam na jedną jego kończynę, dlatego ciężko jest mu z takiej pozycji uciec. Na treningach uczymy się też ucieczek z takich niedogodnych pozycji.
Niedozwolone podczas walki są natomiast wszelkie uderzenia, a także takie rodzaje dźwigni, które są niebezpieczne dla przeciwnika.
Kiedy zacząłeś trenować?
To, że zacząłem ćwiczyć sporty walki, to był przypadek. Byłem raczej niegrzecznym chłopcem i obracałem się w nieciekawym towarzystwie. Kiedy chłopak mojej siostry zaczął ćwiczyć kickboxing, mama zasugerowała, że też mógłbym spróbować, żeby na wszelki wypadek umieć się obronić. Poszedłem więc na pierwszy trening i zostałem. Nie przykładałem się jednak za bardzo do treningów, więc nikt nie wróżył mi żadnej kariery sportowej.
W końcu w Rzeszowie pojawiło się brazylijskie jiu jitsu, z Krakowa przyjeżdżał trener i prowadził zajęcia. Byłem wtedy w pierwszej klasie liceum, był to rok 2004. Spróbowałem i bardzo mi się spodobało, ale nie myślałem jeszcze o braniu udziału w zawodach. Na treningi chodziłem dla rozrywki, dopiero pod koniec liceum wygrałem pierwsze zawody w białych pasach.
Potem przeniosłem się na studia do Krakowa i zacząłem ćwiczyć w klubie Grappling Kraków. Nadal uczył mnie trener, który szkolił mnie wcześniej w Rzeszowie. Zdobyłem wtedy niebieski pas i zacząłem wygrywać i odnosić pierwsze sukcesy na zawodach.
Czy pamiętasz swój pierwszy trening brazylijskiego jiu jitsu? Byłeś przerażony, zdenerwowany?
Nie, nie byłem przerażony. Wiedziałem już wcześniej, co to jest brazylijskie jiu jitsu, wiedziałem, jak wygląda. Byłem raczej podekscytowany, że mogę to trenować. W Rzeszowie pojawiło się to wtedy po raz pierwszy i cieszyłem się, że mogę spróbować.
Czym zajmujesz się poza trenowaniem sztuki walki?
Studiuję. Właśnie obroniłem licencjat z kulturoznawstwa, a od października będę kontynuował naukę na studiach uzupełniających magisterskich. Wybrałem kierunki „Kultura współczesna” i „Zarządzanie kulturą” na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Czyli studia zupełnie nie związane ze sportem…
Właściwie to tak. W sumie nigdy wcześniej, nim nie trafiłem na wspomniane treningi, żadnego sportu nie uprawiałem. Z wychowania fizycznego zawsze miałem „tróję”. Dopiero pod koniec liceum dostałem na zakończenie roku „szóstkę”.
Czy w Polsce brazylijskie jiu jitsu jest to popularny sport?
Zaczyna być coraz bardziej popularny. Na razie jednak ciężko jest się uczyć tego sportu w Polsce, ponieważ jest niewiele czarnych pasów i właściwie nie ma się od kogo uczyć. Wiadomo, w Brazylii, czy nawet w USA sport ten stoi na wysokim poziomie. W Europie natomiast dopiero się rozwija, choć Polska i tak jest, można powiedzieć, w światowej czołówce.
Czy uprawianie tego sportu wiążę się z jakimś specjalnym stylem życia? Musisz na przykład wstawać o 5:00 rano, biegać i robić brzuszki?
Gdybym robił to zawodowo, to pewnie bym tak musiał robić. Ale dla mnie jest to tylko rozrywka, dlatego tak nie robię. Nie ćwiczę dodatkowo, zupełnie wystarczają mi codzienne treningi i trochę ćwiczeń siłowych.
Wiadomo, muszę się jednak wysypiać, jeść zdrowo, ogólnie dbać o siebie. Trzeba też uważać na kontuzje. Podczas walki często łamią się palce od chwytania kimona, a niektórym od krwi pęcznieją uszy, powstają tak zwane „kalafiory”. Mnie na szczęście to jeszcze nie spotkało.
A uważasz, że jest to sport dla każdego?
Zdecydowanie tak! Jest to sport dla każdego. Przyjść i spróbować może każdy, niezależnie od wieku, wzrostu, czy wagi. Każda osoba, czy to wysoka, czy niska, czy chuda, czy grubsza, może znaleźć swój styl walki. Brazylijskie jiu jitsu ma bowiem ogromną ilość rozwiązań technicznych w różnych pozycjach i po prostu trzeba znaleźć swój styl walki. Nie ma też ograniczeń wiekowych. Owszem, na zawodach są podziały na kategorie wiekowe, ale nie ma ograniczeń. Trenować może każdy.
To znaczy, że mogą ze sobą walczyć na przykład osoby z różnych kategorii wagowych?
Mogą walczyć ze sobą osoby niskie i wysokie, chudsze i grubsze. Jest to tak zwana dywizja absoluto. Są, owszem, kategorie wagowe - od najniższej 56 kg do najwyższej, powyżej 100.5 kg, ale jest też dywizja absoluto, bez podziału na wagi. I takie walki są też rozgrywane na większości turniejów.
A ci mniejsi i chudsi mają w ogóle szansę wygrać?
Oczywiście, każdy ma szansę wygrać, jeśli tylko dobierze odpowiednią strategię. Wzrost i waga nie mają tutaj znaczenia. Tym właśnie brazylijskie jujitsu się wybiło. Rodzina Gracie, która w Stanach Zjednoczonych jako pierwsza zaczęła organizować podobne turnieje walk bez reguł (dzisiejsze MMA), wyzywała do walki każdego, nawet zapaśników sumo, i wygrywała. Byli mniejszej postury, a i tak odnosili zwycięstwa.
W Polsce ten sport staje się coraz bardziej popularny. Na Mistrzostwach Polski startuje do siedmiuset zawodników. Z kolei na przykład w zapasach tylko do osiemdziesięciu. Widać, że jest duża różnica. Na zawodach jest zatem ogromna konkurencja.
A ty często jeździsz na mistrzostwa?
Niestety nie. Z tego powodu, że nikt tego nie sponsoruje. Każdy zawodnik biorący udział w mistrzostwach świata (obecnie są one rozgrywane w USA) musi płacić sam za siebie. Rzadko się zdarza, żeby znalazł się sponsor, a tymczasem taki wyjazd na mistrzostwa kosztuje sporo. W grę wchodzi przejazd, czasem za granicę, opłata za noclegi, wyżywienie, odżywki i oczywiście opłata startowa. To wszystko kosztuje. A co jeśli się przegra pierwszą walkę…
Wiadomo, to jest piękne, to jest pasja i niektórzy, o ile oczywiście mogą sobie na to pozwolić, nie oszczędzają na tym. Żadnych gratyfikacji z tego jednak nie mają.
Co wymieniłbyś dziś jako swój największy sukces w brazylijskim jiu jitsu?
Po pierwsze to, że przeszedłem w tym roku do wyższej kategorii pasowej. Myślę, że dużym sukcesem było też zwycięstwo w Pucharze Polski, gdzie wygrałem w swojej kategorii wagowej. Poza tym również ważne było dla mnie Mistrzostwo Polski w niebieskich pasach i to, że zostałem Mistrzem Polski w Grapplingu. To było dość spore osiągnięcie, choć nie było tak trudno, jak się spodziewałem.
Masz jakiś autorytet - zawodnika, na którym się wzorujesz?
Oczywiście. Jest pełno zawodników, na których się wzoruję. Jeśli oglądam tych z najwyższej półki na mistrzostwach, to obserwuję, jakie techniki stosują, jakie taktyki obierają. Mogę się na nich wzorować, zarówno jeśli chodzi o podejście fizyczne, jak i psychiczne.
Obecnie moimi największymi autorytetami są: Roger Gracie, trzykrotny mistrz absoluto i Michael Langhi znany z tego, że bardzo dobrze bije się z dołu.
Chciałbyś popróbować jeszcze innych sztuk walki?
Nie, raczej nie. Wydaje mi się, że można byłoby trochę potrenować jeszcze judo i zapasy, bo to się potem przydaje w walce w brazylijskim jiu jitsu, ale zupełnie zmienić dyscypliny sportowej nie zamierzam.
Wiążesz swoją przyszłość z tym sportem?
Niestety sprawa wygląda tak, że jakbyśmy się temu sportowi całkowicie poświęcili, to i tak nie dostajemy za to żadnego wynagrodzenia. Mimo że wkładamy w to dużo pracy, i tak nie jest to wynagradzane. Jak zostałem Mistrzem Polski, to dostałem tylko medal. Tak wygląda sytuacja na całym świecie. Za zwycięstwa na zawodach nie ma żadnych wynagrodzeń. Zawodnicy będący na najwyższym poziomie utrzymują się z prowadzenia akademii i seminariów. Jeśli bowiem są popularni, mają rozwiązania techniczne, które sami wypracowali, to uczą tego innych.
Myślę, że kiedyś, jeśli skończy mi się już kariera zawodnicza, która tak naprawdę jeszcze się na dobre nie zaczęła, to chciałbym zostać trenerem.
A czy wyznaczyłeś sobie jakąś granicę, do kiedy będziesz trenował?
Mam nadzieję, że będę to mógł robić całe życie. Może nie tak jak teraz, kiedy mam możliwość trenowania codziennie, ale na pewno nie zamierzam zaprzestać w ogóle. Brazylijskie jiu jitsu można przecież uprawiać całe życie i cały czas się rozwijać.
Udało Ci się do przyjścia na trening zachęcić też swoich kolegów?
Próbowałem, ale to trzeba jednak poczuć. Jeden kolega zaczął ze mną trenować, ale ostatecznie zrezygnował.
A Ciebie co nadal w brazylijskim jiu jitsu pociąga?
To jest bardzo uzależniający sport. O ile w boksie przychodzisz na trening, najpierw długo ćwiczysz na tarczach, czy workach, a dopiero potem na zakończenie jest krótki sparing, to tutaj, w brazylijskim jujitsu można sparować przez godzinę. Cały czas można walczyć z przeciwnikiem, bez obawy, że coś się stanie. Poza tym mnogość rozwiązań technicznych. Tego wszystkiego tak na dobrą sprawę nigdy się nie nauczysz, ale sam proces jest bardzo przyjemny.
W czym pomaga ci uprawianie brazylijskiego jiu jitsu? Czy tylko poprawia kondycję fizyczną?
Brazylijskie jiu jitsu zdecydowanie zmienia osobowość. Jak każda sztuka walki pomaga przezwyciężyć własne słabości, wytrwać w zdobywaniu określonych celów. Wiadomo, jest to ciężka praca na określony wynik. Uczy pokory, ponieważ zawsze trzeba być przygotowanym na to, że można przecież przegrać. Uczy też tego, żeby nie być nerwowym, zawsze trzeba bowiem analizować pewne rzeczy, siłowaniem niewiele można tu załatwić. Trzeba wiedzieć gdzie tę siłę przyłożyć. Nawet jeden z zawodników powiedział kiedyś, że brazylijskie jujitsu to jest taki sport, gdzie w 70 procentach samemu jest się swoim trenerem, ponieważ cały czas trzeba analizować każdą pozycję.
Zdecydowanie, mnie uprawianie tego sportu bardzo pomogło. Gdyby nie to, że zacząłem trenować, pewnie bym tu nie siedział. Można powiedzieć, że to sport sprowadził mnie na dobrą drogę.
Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek



(0)

Napisz komentarz