Oczy odbiciem stanu zdrowia pacjenta

Oko może być nie tylko zwierciadłem duszy, ale i ciała. Pozwala bowiem ocenić, do jakich chorób pacjent może mieć predyspozycje i które z jego organów mogą być zagrożone. O irydologii, czyli nauce zajmującej się oceną stanu zdrowia na podstawie badania głównie tęczówki oka, mówi Andrzej Janczewski, specjalista irydolog z Zakładu Medycyny Naturalnej „Alster” w Krakowie.
Kto zajmuje się irydologią?
– W Polsce irydologia nie została jeszcze wpisana jako gałąź medycyny. Nie we wszystkich kręgach medycznych znajduje też akceptację, jednak jeśli już jest reprezentowana, to w sposób profesjonalny, głownie przez lekarzy internistów i przez okulistów. Okulistom jest pod tym względem łatwiej, można nawet powiedzieć, że irydologia jest częścią okulistyki. Tęczówka, która jest w centrum zainteresowania szczególne irydologów, jest przecież częścią gałki ocznej.
Dlaczego akurat tęczówka? Czy tylko ją obserwując, irydolog czerpie informacje?
– Tęczówka stanowi całą strukturę przebarwień, zmian o charakterze kolorystycznym. Na niej można też zaobserwować wiele wskaźników, typu: krypty, załamania, pierścienie. Poszczególne części tęczówki są odpowiedzialne za różne organy. Na popularnych tablicach irydologicznych, często publikowanych przez różnego rodzaju media, zaznaczone są obszary w obrębie tęczówki oka, które odpowiadają za funkcję wewnątrzustrojowe. Zmiany w poszczególnych częściach tęczówki mogą świadczyć o predyspozycji do chorób danego organu, oczywiście z zaznaczeniem, że lewe oko mówi o kondycji prawej strony ciała i odwrotnie, prawe – o lewej stronie. Jeśli diagnozujemy przykładowo w lewym oku i widzimy zmianę w sektorze nerki, to wiemy, że pacjent może mieć predyspozycje do schorzenia, w tym wypadku prawej nerki.
Informacja przebiega przez naczyniówkę neuronową, czyli nerw łączący tęczówkę oka z danym narządem. Czasami jest to informacja wczesna, zapowiadająca problem. I to jest właśnie zaletą irydologii, która jest w stanie pewne kwestie przewidzieć.

Irydolog bada jednak nie tylko samą tęczówkę. Zwraca też uwagę na powiększone źrenice, ewentualne przesunięcia źrenicy oka ku górze, dołowi, w prawo lub w lewo, a nawet na sam kształt źrenicy, która w niektórych przypadkach może mieć kształt elipsy. Wszystko ma znaczenie. Nawet ogólny kształt oka.
Jak długo trwa badanie?
– Wszystko zależy od tego, jakie kto ma do tego podejście i co chcemy osiągnąć. Można mówić tylko o samym badaniu irydologicznym, gdy pacjent siada na krześle, a irydolog przy pomocy lampy bezcieniowej lub irydoskopu oraz szkła powiększającego, badana tęczówkę oka, a następnie wypisuje formularz z informacjami, że pacjent np. tu ma złogi, tam jest zatoksyczniony itd. Trwa to kilka minut i te podręczne materiały do diagnostyki zupełnie wystarczają. Czasami badanie trwa dłużej, ale jest to kwestia indywidualna.
I teraz należałoby sobie postawić pytanie, czy to trafi do pacjenta? Co ma zrobić z tymi informacjami? Moim zdaniem powinno to zupełnie inaczej wyglądać, dlatego ja też to badanie przeprowadzam inaczej. Dla mnie ważna jest holistyka, czyli leczenie całościowe, poznanie przyczyn. Sama diagnoza niczego nie załatwi. To tak, jakbyśmy poszli do lekarza z bólem głowy, a on przepisałby nam tylko leki przeciwbólowe. W ten sposób nic nie osiągniemy. Jeśli więc nie zada się pytania określającego, dlaczego pacjenta boli głowa i paru istotnych innych pytań dotyczących tego, jak pacjent żyje i funkcjonuje, to powiedzmy szczerze, nie będzie to rozwiązanie problemu zdrowotnego. Trzeba to czasami wspomóc diagnostyką bardziej szczegółową.
Czyli oprócz samego badania tęczówki, konieczny jest też wywiad z pacjentem?
– Według mnie, tak. Jeśli nie usiądziemy z pacjentem, nie porozmawiamy o nim, nie zgłębimy jego „duszy”, nic więcej nie zyskamy. Żeby zainicjować odpowiednie leczenie, trzeba przeprowadzić szczegółowy wywiad. Sucha informacja o tym, co dzieje się w organizmie pacjenta, nic mu nie powie, natomiast jeśli dojdziemy do tego, co jest przyczyną danej dolegliwości, to pacjent uświadomiony co mu szkodzi, będzie mógł odpowiednio chorobie przeciwdziałać. A przyczyn może być wiele, np. czynnik dietetyczny, czy nieodpowiedni dla organizmu styl życia, czy może nawet czynnik emocjonalny – istnieje bowiem współzależność czynnika emocjonalnego z czynnikiem funkcji wewnątrzwydzielniczej.
Zaczynamy więc rozmawiać o pacjencie – o tym, jak śpi, jak się odżywia, jak funkcjonuje w ciągu dnia. Nie pytam, co go boli, czy co mu dolega, ale pytam o to, jak on funkcjonuje. Informacje, które uzyskuję w trakcie wywiadu, mówią o pewnych nawykach i przyzwyczajeniach oraz o reakcjach organizmu. Pytanie, które pojawia się na „dzień dobry” w gabinetach irydologicznych (i nie tylko) na całym świecie, brzmi: „Ile pani/pan wypija płynów dziennie?”, a potem padają inne pytania o dietetykę. Wszystko bowiem się z tym wiąże, a pacjenci niestety jeszcze nie zawsze zdają sobie z tego sprawę. W związku z tym, zawsze też mówię swoim pacjentom, że lek nie stanowi rozwiązania problemu. Rozwiązanie to my, nasze postępowanie.
Uważam, że w irydologii ważna jest kwestia scalania. Wszystko bowiem ma znaczenie, także mimika, gesty, sposób poruszania się. To wszystko trzeba połączyć i wtedy dopiero możemy komuś pomóc. Dlatego nasze działania powinna cechować podstawowa znajomość fizjologii, anatomii i psychologii.
Na koniec metodę wspierania się tych dwóch systemów, czyli systemu wywiadu i diagnostyki irydologicznej, zamykam jedną całościową oceną, z podaniem wskazań, jak pacjent ma dalej prowadzić życie, jak powinien się odżywiać i jakiego typu preparaty czy suplementy stosować. Taki sposób diagnozowania wypracowałem w ciągu dziesięciu lat, odkąd prowadzę swój gabinet.
Czy pacjent do badania irydologicznego powinien się odpowiednio przygotować?
– Nie, nie jest to konieczne. Do badania irydologicznego nie trzeba nawet zdejmować soczewek, jeśli ktoś je ma. Nie przeszkadzają też leki atropinowe, ale należy wcześniej zgłosić, że jest się pod ich działaniem.
Trudno było Panu się tej metody badania nauczyć?
– Cały czas się uczę. Są sytuacje, gdy muszę zerknąć do opracowań dydaktycznych. Twierdzę, że nie można diagnozować z założeniem, że wszystko wiemy. Wszyscy jesteśmy przecież omylni.
Czy irydolog może powiedzieć pacjentowi, że ten na pewno cierpi na taką, a nie inną chorobę?
– Jeśli ktoś przychodzi i pyta, czy ma nowotwór, to irydolog nie odpowie mu na to pytanie. Może powiedzieć, że pewien obszar jest zagrożony. My, irydolodzy, obserwując tęczówkę, widzimy tylko pewne zmiany, które mogą świadczyć o skłonności do pewnych schorzeń. Nie możemy podać informacji z dokładnością w 100%. Możemy jedynie nakierować na pewne rozwiązanie problemu. Nie można powiedzieć, że taka i taka zmiana świadczy o tym, a nie innym problemie. Nie można powiedzieć, że na pewno pacjent na daną chorobę choruje, nikt nie daje nam takiego prawa.
Czy Pańscy pacjenci udają się później też na klasyczne badanie?
– Oczywiście, że tak. Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Każdy pacjent, który do mnie trafia, idzie też zwykle do lekarza medycyny konwencjonalnej lub też jest po takiej wizycie.
Nie uzurpuję sobie prawa do wszechwiedzy. Ja jedynie sugeruję pacjentom, z czym mogą mieć problem, ale jeśli trzeba zrobić np. morfologię, to radzę, by ją zrobili, jeśli zaś konieczne są inne badania, to mówię, że trzeba je wykonać.
Oczywiście są czasem sytuacje, że wystarczy zmiana diety, czy codziennych przyzwyczajeń, i to rozwiąże problem, ale nie zawsze tak jest. Znaczna część przypadków wymaga wykonania tradycyjnych badań i konsultacji specjalisty. Jeśli więc irydolog podejrzewa u pacjenta np. problem onkologiczny, to konieczna jest konsultacja onkologa, a później radioterapia czy chemioterapia.
Uważam, że dobra jest współpraca medycyny klinicznej z medycyną naturalną. Gdy mamy np. do czynienia z pacjentem onkologicznym, to zostaje on najpierw zbombardowany lekami niszczącymi nowotwór, a później medycyna naturalna robi porządek z resztą, czyli pacjent uczy się, co powinien jeść, jaki styl życia jest dla niego najlepszy.
Najważniejsze jest, żeby ci, którzy zajmują się irydologią, nie uzurpowali sobie „praw boskich” i nie odcinali irydologii od medycyny konwencjonalnej. Pacjent zawsze musi mieć możliwość wyboru, musi wiedzieć, że są też inne metody leczenia i ostatecznie sam wybrać to, co mu najbardziej odpowiada.
Zdroworozsądkowe postępowanie irydologa jest takie: gdy podejrzewa on poważne problemy zdrowotne u pacjenta, kieruje go na konsultację do odpowiedniego specjalisty.
Życzę wszystkim zdrowia i proszę pamiętać, że lepszą jest profilaktyka niż najlepsze leczenie.
Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek
– W Polsce irydologia nie została jeszcze wpisana jako gałąź medycyny. Nie we wszystkich kręgach medycznych znajduje też akceptację, jednak jeśli już jest reprezentowana, to w sposób profesjonalny, głownie przez lekarzy internistów i przez okulistów. Okulistom jest pod tym względem łatwiej, można nawet powiedzieć, że irydologia jest częścią okulistyki. Tęczówka, która jest w centrum zainteresowania szczególne irydologów, jest przecież częścią gałki ocznej.
Dlaczego akurat tęczówka? Czy tylko ją obserwując, irydolog czerpie informacje?
– Tęczówka stanowi całą strukturę przebarwień, zmian o charakterze kolorystycznym. Na niej można też zaobserwować wiele wskaźników, typu: krypty, załamania, pierścienie. Poszczególne części tęczówki są odpowiedzialne za różne organy. Na popularnych tablicach irydologicznych, często publikowanych przez różnego rodzaju media, zaznaczone są obszary w obrębie tęczówki oka, które odpowiadają za funkcję wewnątrzustrojowe. Zmiany w poszczególnych częściach tęczówki mogą świadczyć o predyspozycji do chorób danego organu, oczywiście z zaznaczeniem, że lewe oko mówi o kondycji prawej strony ciała i odwrotnie, prawe – o lewej stronie. Jeśli diagnozujemy przykładowo w lewym oku i widzimy zmianę w sektorze nerki, to wiemy, że pacjent może mieć predyspozycje do schorzenia, w tym wypadku prawej nerki.
Informacja przebiega przez naczyniówkę neuronową, czyli nerw łączący tęczówkę oka z danym narządem. Czasami jest to informacja wczesna, zapowiadająca problem. I to jest właśnie zaletą irydologii, która jest w stanie pewne kwestie przewidzieć.

Irydolog bada jednak nie tylko samą tęczówkę. Zwraca też uwagę na powiększone źrenice, ewentualne przesunięcia źrenicy oka ku górze, dołowi, w prawo lub w lewo, a nawet na sam kształt źrenicy, która w niektórych przypadkach może mieć kształt elipsy. Wszystko ma znaczenie. Nawet ogólny kształt oka.
Jak długo trwa badanie?
– Wszystko zależy od tego, jakie kto ma do tego podejście i co chcemy osiągnąć. Można mówić tylko o samym badaniu irydologicznym, gdy pacjent siada na krześle, a irydolog przy pomocy lampy bezcieniowej lub irydoskopu oraz szkła powiększającego, badana tęczówkę oka, a następnie wypisuje formularz z informacjami, że pacjent np. tu ma złogi, tam jest zatoksyczniony itd. Trwa to kilka minut i te podręczne materiały do diagnostyki zupełnie wystarczają. Czasami badanie trwa dłużej, ale jest to kwestia indywidualna.
I teraz należałoby sobie postawić pytanie, czy to trafi do pacjenta? Co ma zrobić z tymi informacjami? Moim zdaniem powinno to zupełnie inaczej wyglądać, dlatego ja też to badanie przeprowadzam inaczej. Dla mnie ważna jest holistyka, czyli leczenie całościowe, poznanie przyczyn. Sama diagnoza niczego nie załatwi. To tak, jakbyśmy poszli do lekarza z bólem głowy, a on przepisałby nam tylko leki przeciwbólowe. W ten sposób nic nie osiągniemy. Jeśli więc nie zada się pytania określającego, dlaczego pacjenta boli głowa i paru istotnych innych pytań dotyczących tego, jak pacjent żyje i funkcjonuje, to powiedzmy szczerze, nie będzie to rozwiązanie problemu zdrowotnego. Trzeba to czasami wspomóc diagnostyką bardziej szczegółową.
Czyli oprócz samego badania tęczówki, konieczny jest też wywiad z pacjentem?
– Według mnie, tak. Jeśli nie usiądziemy z pacjentem, nie porozmawiamy o nim, nie zgłębimy jego „duszy”, nic więcej nie zyskamy. Żeby zainicjować odpowiednie leczenie, trzeba przeprowadzić szczegółowy wywiad. Sucha informacja o tym, co dzieje się w organizmie pacjenta, nic mu nie powie, natomiast jeśli dojdziemy do tego, co jest przyczyną danej dolegliwości, to pacjent uświadomiony co mu szkodzi, będzie mógł odpowiednio chorobie przeciwdziałać. A przyczyn może być wiele, np. czynnik dietetyczny, czy nieodpowiedni dla organizmu styl życia, czy może nawet czynnik emocjonalny – istnieje bowiem współzależność czynnika emocjonalnego z czynnikiem funkcji wewnątrzwydzielniczej.
Zaczynamy więc rozmawiać o pacjencie – o tym, jak śpi, jak się odżywia, jak funkcjonuje w ciągu dnia. Nie pytam, co go boli, czy co mu dolega, ale pytam o to, jak on funkcjonuje. Informacje, które uzyskuję w trakcie wywiadu, mówią o pewnych nawykach i przyzwyczajeniach oraz o reakcjach organizmu. Pytanie, które pojawia się na „dzień dobry” w gabinetach irydologicznych (i nie tylko) na całym świecie, brzmi: „Ile pani/pan wypija płynów dziennie?”, a potem padają inne pytania o dietetykę. Wszystko bowiem się z tym wiąże, a pacjenci niestety jeszcze nie zawsze zdają sobie z tego sprawę. W związku z tym, zawsze też mówię swoim pacjentom, że lek nie stanowi rozwiązania problemu. Rozwiązanie to my, nasze postępowanie.
Uważam, że w irydologii ważna jest kwestia scalania. Wszystko bowiem ma znaczenie, także mimika, gesty, sposób poruszania się. To wszystko trzeba połączyć i wtedy dopiero możemy komuś pomóc. Dlatego nasze działania powinna cechować podstawowa znajomość fizjologii, anatomii i psychologii.Na koniec metodę wspierania się tych dwóch systemów, czyli systemu wywiadu i diagnostyki irydologicznej, zamykam jedną całościową oceną, z podaniem wskazań, jak pacjent ma dalej prowadzić życie, jak powinien się odżywiać i jakiego typu preparaty czy suplementy stosować. Taki sposób diagnozowania wypracowałem w ciągu dziesięciu lat, odkąd prowadzę swój gabinet.
Czy pacjent do badania irydologicznego powinien się odpowiednio przygotować?
– Nie, nie jest to konieczne. Do badania irydologicznego nie trzeba nawet zdejmować soczewek, jeśli ktoś je ma. Nie przeszkadzają też leki atropinowe, ale należy wcześniej zgłosić, że jest się pod ich działaniem.
Trudno było Panu się tej metody badania nauczyć?
– Cały czas się uczę. Są sytuacje, gdy muszę zerknąć do opracowań dydaktycznych. Twierdzę, że nie można diagnozować z założeniem, że wszystko wiemy. Wszyscy jesteśmy przecież omylni.
Czy irydolog może powiedzieć pacjentowi, że ten na pewno cierpi na taką, a nie inną chorobę?
– Jeśli ktoś przychodzi i pyta, czy ma nowotwór, to irydolog nie odpowie mu na to pytanie. Może powiedzieć, że pewien obszar jest zagrożony. My, irydolodzy, obserwując tęczówkę, widzimy tylko pewne zmiany, które mogą świadczyć o skłonności do pewnych schorzeń. Nie możemy podać informacji z dokładnością w 100%. Możemy jedynie nakierować na pewne rozwiązanie problemu. Nie można powiedzieć, że taka i taka zmiana świadczy o tym, a nie innym problemie. Nie można powiedzieć, że na pewno pacjent na daną chorobę choruje, nikt nie daje nam takiego prawa.
Czy Pańscy pacjenci udają się później też na klasyczne badanie?
– Oczywiście, że tak. Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Każdy pacjent, który do mnie trafia, idzie też zwykle do lekarza medycyny konwencjonalnej lub też jest po takiej wizycie.
Nie uzurpuję sobie prawa do wszechwiedzy. Ja jedynie sugeruję pacjentom, z czym mogą mieć problem, ale jeśli trzeba zrobić np. morfologię, to radzę, by ją zrobili, jeśli zaś konieczne są inne badania, to mówię, że trzeba je wykonać.
Oczywiście są czasem sytuacje, że wystarczy zmiana diety, czy codziennych przyzwyczajeń, i to rozwiąże problem, ale nie zawsze tak jest. Znaczna część przypadków wymaga wykonania tradycyjnych badań i konsultacji specjalisty. Jeśli więc irydolog podejrzewa u pacjenta np. problem onkologiczny, to konieczna jest konsultacja onkologa, a później radioterapia czy chemioterapia.
Uważam, że dobra jest współpraca medycyny klinicznej z medycyną naturalną. Gdy mamy np. do czynienia z pacjentem onkologicznym, to zostaje on najpierw zbombardowany lekami niszczącymi nowotwór, a później medycyna naturalna robi porządek z resztą, czyli pacjent uczy się, co powinien jeść, jaki styl życia jest dla niego najlepszy.
Najważniejsze jest, żeby ci, którzy zajmują się irydologią, nie uzurpowali sobie „praw boskich” i nie odcinali irydologii od medycyny konwencjonalnej. Pacjent zawsze musi mieć możliwość wyboru, musi wiedzieć, że są też inne metody leczenia i ostatecznie sam wybrać to, co mu najbardziej odpowiada.
Zdroworozsądkowe postępowanie irydologa jest takie: gdy podejrzewa on poważne problemy zdrowotne u pacjenta, kieruje go na konsultację do odpowiedniego specjalisty.
Życzę wszystkim zdrowia i proszę pamiętać, że lepszą jest profilaktyka niż najlepsze leczenie.
Rozmawiała
Anna Piątkowska-Borek



(0)

Napisz komentarz