Niczego nie udajemy

Zaczęło się od szkolnej akademii, gdzie razem zaśpiewali. Po niej jednak trudno było im się rozstać. Przyszedł pierwszy festiwal, a za nim kolejny, nagrody, wyróżnienia, po drodze mnóstwo koncertów. Zespół Cantito zaczął śpiewać w szpitalach, sanatoriach, w domach kultury - wszędzie tam, gdzie ktoś chciał posłuchać tego, co młodzi muzycy mieli do powiedzenia. Dziś są zapraszani praktycznie do każdego zakątka Polski. Wszędzie cenią ich nie tylko za talent i kunszt muzyczny, ale też za ich naturalność, za to, że nigdy nie udają tego, kim nie są.
O początkach zespołu Cantito, o tym, jak muzycy chcą być postrzegani i o planach wydania płyty mówią Monika Flaga i Damian Kędzia, założyciele zespołu.
Czuliśmy pewien niedosyt i chcieliśmy iść dalej
Damian Kędzia
Przedsięwzięcie pod nazwą „Cantito” to był zupełny przypadek. W lutym 2007 roku w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie przygotowaliśmy szkolną akademię z okazji II rocznicy śmierci Jana Pawła II, która spotkała się z dużym uznaniem. I spodobało nam się to, że mogliśmy razem pośpiewać. A ponieważ taka, a nie inna grupa ludzi na siebie natrafiła, powstał zgrany team.
„Cantito” to właściwie szereg przedsięwzięć, które wiążą się ze śpiewaniem, ale nie są tylko samym śpiewaniem. Osoby tworzące zespół to grupa ludzi, którzy są dobrymi znajomymi, spotykają się ze sobą i wspierają nawzajem.
W maju 2007 roku pojechaliśmy na pierwszy festiwal, gdzie odnieśliśmy sukces. Po wakacjach we wrześniu doszliśmy natomiast do wniosku, że może warto byłoby zrobić coś więcej. Zebrało się nam już dość dużo repertuaru, więc może by go zaprezentować poza murami szkoły? Wszyscy czuliśmy pewien niedosyt. Przyjęliśmy więc razem z Moniką taką zasadę, że trzeba z tym wyjść dalej, w takie miejsca, gdzie ludzie będą coś mieć z tego naszego śpiewania. Stąd wziął się pomysł, żeby występować na terenie szpitali, sanatoriów, w domach wczasowych, w ośrodkach kultury, na imprezach charytatywnych. Chcieliśmy, by były to środowiska, które przyjmą to, co mamy do powiedzenia. A mamy dużo.
Dziś, gdy stajemy na scenie, nieważne czy są światła, czy nie, czy jest kurtyna, myślę tak: „żebym miał choć promyk świadomości, że ktoś tam na sali będzie miał z tej naszej muzyki coś dla siebie”.
Monika Flaga
Śpiewamy praktycznie w całej Polsce, często jesteśmy zapraszani na różne koncerty i festiwale. To samo się nakręca. Jeśli raz gdzieś wystąpiliśmy i spodobaliśmy się, to dostajemy kolejne zaproszenie. Na naszej stronie internetowej pojawiają się coraz to nowe wpisy w Księdze Gości. To jest dowód na to, że ktoś nas docenia. I dla nas to jest najważniejsze. Chcemy dawać ludziom siebie. I myślę, że nam się to udaje.
Cały czas szlifujemy umiejętności
Monika
W tym momencie zespół w całości to już absolwenci Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie, studenci krakowskich uczelni. Próby odbywają się jednak tak jak wcześniej, nie rzadziej. Wiadomo, teraz jest to trudniejsze, bo każdy ma swój plan zajęć i trzeba te próby dopasować do każdego. Na szczęście nam się to udaje.
Damian
Co roku w lecie wyjeżdżamy na dwutygodniowe warsztaty do Ustronia Morskiego. Podczas takich wyjazdów nie tylko szlifujemy nasze umiejętności, ale też staramy się odpocząć i lepiej poznać. Nie ukrywam jednak, że te warsztaty to dość spore przedsięwzięcie logistyczne, szczególnie dla Moniki, która stara się pozyskać sponsorów. Jest trudno, ale na szczęście dotąd udawało się ich znaleźć. Bardzo pomogła nam Spółdzielczość Uczniowska. To jest ważna dla nas struktura, która wcześnie nas zauważyła i od dawna nam pomaga.
Monika
To głownie dzięki Spółdzielczości Uczniowskiej oraz Krakowskiemu Bankowi Spółdzielczemu organizowanie warsztatów jest możliwe. W dużej mierze to oni nam te wyjazdy sponsorowali, za co jesteśmy im niezmiernie wdzięczni.
Nie udajemy tego, kim nie jesteśmy
Damian
W sobotę 17 września oddaliśmy nagrany przez nas materiał realizatorowi dźwięku do obróbki. Jest to materiał, który chcemy wydać na płycie. W tym momencie jesteśmy na etapie poszukiwań wydawnictwa. Chcemy to zrobić fachowo.
Monika
Trochę to trwało zanim materiał został zarejestrowany, każdy z nas ma przecież też inne obowiązki. Teraz poszukujemy wydawcy. Musimy być świadomi, że może z tym być bardzo różnie, ale musimy też wierzyć, że się uda. Jesteśmy więc dobrej myśli.
Damian
Zdajemy sobie jednak sprawę, że będzie trudno. Ludzie w wydawnictwach na pewno będą nas pytać, jak mają nas wypromować? My nie mamy przecież zamiaru być zespołem z pierwszej ligi, nie po to go założyliśmy. Nie po to też gramy, żeby robić wielkie kariery.
Monika
Pewnie, że jak idziemy do przodu, to jest miło, cieszy nas, że ludzie nas zauważają i cenią. Wiemy jednak, że w naszym kraju bardzo trudno jest wypromować dobrych muzyków, a my się uważamy za takich na poziomie.
Damian
Jest jeszcze jeden aspekt. Dzisiaj świat, także muzyczny, jest światem wizualnym. Robi się wielkie impresje, przedstawienia muzyczne, które są imprezami wizualnymi. Kiedyś muzyka kojarzyła się tylko z radiem, dziś jest zupełnie inaczej. Potrzebna jest ta cała osnowa, wszystko to, co widać.
Tymczasem my, jak zaczynaliśmy pracować nad repertuarem i nad kształtem zespołu, przyjęliśmy takie założenia, że pewnych rzeczy nie przeskakujemy. Nie udajemy tego, kim nie jesteśmy. Nie będziemy zatem na przykład tańczyć na scenie. Jeśli możemy koordynować swoje głosy i brzmienie, to niestety nie skoordynujemy swoich ruchów. Zespół składa się przecież z osób niewidomych i słabowidzących. Nie będziemy tego przed nikim ukrywać, bo byłoby to zakłamanie. Uważam jednak, że są to świetni ludzie, bardzo ambitni, którzy zrobili w swoim życiu milowy krok w przód i dlatego właśnie zasługują, by ich wypromować.
Chcemy być traktowani normalnie, tak jak wszyscy
Monika
O tym, że jesteśmy niewidomi czy słabowidzący nie chcemy mówić w pierwszej kolejności. Od początku z Damianem się w tej kwestii zgadzaliśmy, że jak załatwiamy koncert, to na wstępie nie informujemy wszystkich, że nie widzimy. Nie. Dla nas to jest po prostu nieistotna informacja. Owszem, to jest i tego nie ukrywamy, ale uważamy, że dla ludzi, z którymi współpracujemy, to też nie jest istotne. Nie chcemy po prostu, by organizatorzy koncertu traktowali nas inaczej niż pozostałych artystów.
Damian
Zdarzyło się nam, że po jednym z festiwali organizatorzy pytali nas, czemu nie powiedzieliśmy, że jesteśmy niewidomi, bo gdyby wiedzieli, to przygotowaliby coś tam inaczej. Inaczej, ale po co? Właśnie dobrze, że było tak normalnie. Chcemy być traktowani tak samo, jak inni.
Festiwale to specyficzne wydarzenia, podczas których dzieje się dużo, na scenie jest porozkładane mnóstwo sprzętu. Na próbie chodzi się po niej inaczej, a podczas występu inaczej. Pojawia się więcej sprzętów, kabli itd. Są to przeszkody nie tylko dla nas, ale i dla każdego innego artysty.
I takie jest życie. Trzeba się z tym zmierzyć. A ta działalność jest dla nas po to, żeby pomóc sobie nawzajem w nauce normalnego zwykłego życia.
Monika
Trzeba wziąć bagaże, iść na dworzec, znaleźć autobus lub pociąg, następnie trzeba w niego wsiąść i dojechać do miejscowości, gdzie mamy koncert. Często trzeba też potem dojść ze stacji na miejsce, nawet kilka kilometrów. To jest po prostu życie. Nikogo to jednak nie zniechęca, wręcz przeciwnie. Zdajemy sobie sprawę, że takie są realia, nie zawsze jest wygodnie i trzeba włożyć w to trochę wysiłku.
Owszem, czasem zdarza się, że ktoś nas zawiezie na miejsce, ale to rzadkie sytuacje.
Damian
Gdyby ktoś dziś przyszedł do nas i powiedział, że będzie nam wypożyczał bus, to z pewnością skorzystalibyśmy. Mamy jednak świadomość, że tak nie musi być. Jak nam ktoś pomoże, to jesteśmy bardzo wdzięczni. Jeśli nie, to staramy się radzić sobie sami.
Są takie koncerty, które chciałoby się powtórzyć
Monika
Kiedyś graliśmy koncert w amfiteatrze w Ustroniu Morskim. Amfiteatr był zapełniony po brzegi. Wiele osób pytało nas, jak to zrobiliśmy, że przyszła tak liczna publiczność. Mówili, że dzień wcześniej grała tu bardzo znana gwiazda, koncert był biletowany i było zaledwie kilka osób. Wszyscy byli w szoku. „Co wy zrobiliście?” - pytali. Nic. Po prostu zagraliśmy. I żeby było śmieszniej, nie nagłośniliśmy zbytnio tego wydarzenia. Byliśmy wtedy na warsztatach i nie było warunków, by drukować ogłoszenia. Odręcznie na kartkach napisaliśmy więc zaproszenia na koncert - kto gra, kiedy i gdzie. Koleżanki pochodziły potem po mieście i porozwieszały te kartki. I ludzie przyszli, koncert się udał. Pamiętam, że graliśmy ponad dwie godziny.
Damian
Zrobiło się już późno, a nie było oświetlenia. Dano nam więc wtedy jedną lampkę. Ludzie jednak cały czas nas słuchali. Było też parę zabawnych sytuacji. Jak podczas jednej z piosenek ktoś śpiewał solówkę, to nagle usłyszeliśmy z widowni wołanie: „Pokaż się nam, bo cię nie widać!”
Monika
Kiedy Damian mnie przedstawiał, publiczność wołała, żebym podeszła do lampy. Było śmiesznie. Ten koncert naprawdę się udał. Są takie koncerty, które chciałoby się powtórzyć. Ten właśnie do takich należał.
Nasza płyta będzie bardzo zróżnicowana
Monika
Działamy, można powiedzieć, dwutorowo. Jeden tor to nasza muzyka, pisana tylko dla nas, która pojawi się na naszej płycie. Muzykę tę i słowa pisze Damian. Niektóre tylko teksty dostajemy od znajomych. Drugi tor z kolei to nasze aranżacje tego, co już ktoś kiedyś nagrał.
Na płycie znajdzie się trzynaście utworów. Będzie to szczęśliwa „13”. Planujemy, by wśród nich znalazły się dwa covery znanych utworów z musicali. Zaaranżowaliśmy je po swojemu i chcielibyśmy kupić licencję, by móc je nagrać.
Nasza płyta będzie bardzo zróżnicowana, bo taka właśnie miała być.
Damian
Jeśli rozpatrywalibyśmy teksty, to płyta mówi o ludziach, od czasu ich młodości, gdy zaczyna się kształtować ich świadomość, gdy zaczynają poszukiwać, mają swoje marzenia, wiedzą, czego by chcieli w życiu, ale jeszcze nie wiedzą, jak to osiągnąć. Po raz pierwszy się zakochują, próbują układać sobie życie, poznają istotne wartości.
Wszystkie teksty napisane są z punktu widzenia człowieka, który wie, że jest Bóg roztaczający nad nim swoja opiekę i władzę, i wie też, że jest otaczający go świat, w którym trzeba się odnaleźć. Czasem ten człowiek jest na rozdrożu, zastanawia się, co wybrać, a z czego zrezygnować.
Chcielibyśmy grać jak najdłużej
Damian
Przez ten zespół przewinęło się o wiele więcej osób niż jest w nim obecnie. Wszystko się zmienia. Ja też nie mam złudzeń, że to będzie trwać i trwać. Mam świadomość, że kiedyś się skończy. Na pewno będzie trwać dopóki wszyscy będziemy tego chcieli, dopóki nam zdrowie pozwoli i dopóki Pan Bóg będzie nas wspierał. Nie mam jednak złudzeń, że kiedyś - za miesiąc, za rok czy dwa - to się zakończy. Mam tylko nadzieję, że będzie to jak najpóźniej.
Monika
Przez te cztery i pół roku wydarzyło się tak dużo, że trudno nam by było teraz z tego tak po prostu zrezygnować. Dlatego chcielibyśmy, by to trwało jak najdłużej.
Anna Piątkowska-Borek
Oficjalna strona internetowa zespołu: www.cantito.pl
***
Skład zespołu Cantito
Monika Flaga – menadżer zespołu, sopran
Damian Kędzia – kierownik muzyczny, kompozytor, aranżer
Karolina Różycka – sopran
Agnieszka Łozińska – alt
Monika Michalczyk – alt
Łukasz Zastępski – tenor
Piotr Franiek – tenor
Adrian Wyka – bas
Mariusz Zaborowski – bas



(0)

Napisz komentarz